//English version below//

Ogarnął mnie marazm. I zmęczenie materiału. Mój organizm bardzo czuje brak porządnych wakacji – w ubiegłym roku udało mi się wyjechać tylko na pięć dni, z których jeden A. ukradł na wycieczkę do Bilbao, znanego także jako Największe Rozczarowanie Ubiegłego Roku. Szczęśliwe wakacyjne lenistwo zbliża się wielkimi krokami…

Jako że naprawdę jestem bardzo zmęczona (moja praca mnie nie oszczędza) szukam wytchnienia w każdy weekend. Muszę przyznać, że dopiero ostatnio udało mi się nieco podładować akumulatory – na tyle, że po powrocie do Warszawy nie poczułam obrzydzenia na widok: kurzu, brudu i brodatych hipsterów (w dowolnej kolejności). Jak to osiągnęłaś? – zapewne zapytacie. Otóż do relaksu przygotowałam się metodycznie i zaplanowałam odprężające aktywności.
Poniżej mój weekendowy plan resetu.:
1. Przygotowywanie plażowej playlisty na Spotify – MerCarrie’s Beach favs
Od kiedy nie mam telewizji, czyli od kilku lat (nie jest to kwestia ideologii – zawsze są pilniejsze wydatki niż telewizor: buty, sukienka, iPhone…), nie mam MTV, VIVY i w konsekwencji zielonego pojęcia o tzw. hitach. Radia słucham w ograniczonym zakresie – tylko poranne „Zapraszamy do Trójki”, więc nawet z radia nie docierają do mnie nowe kawałki (najnowszy Perfect – o zgrozo – się nie liczy).
Jedyne źródło nowej muzyki to profil Majestic na FB oraz Spotify. Przeglądam cudze playlisty, powiązanych wykonawców i jak coś mi odpowiada dorzucam do swoich list. Często „odkrywam” hit, który ma parę lat, a dla mnie jest absolutną nowością, którą zapętlam do znudzenia.
Obecnie tworzę mozolnie playlistę na plażę –  łagodne plumkanie, które będzie idealnie komponować się z parasolem, leżakiem, kapeluszem, widokiem morza i zapachem kremu do opalania. Na razie znalazłam tylko (!!!) siedem idealnych kawałków, a czas ucieka…
2. Kolorowanie
Naczytałam się ochów i achów wypisywanych przez inne blogerki na temat antystresowych kolorowanek dla dorosłych. Kolorować uwielbiam, jak chyba prawie każdy – to takie sielankowe wspomnienie z dzieciństwa, więc kupiłam sobie śliczną kolorowankę, flamastry i brokatowe (tak!) żelopisy.
Zaczęłam już w pociągu wybierając dość duży wzór, bo jednak trzęsło. Muzyczka. Piękne widoki za oknem i nie powiem, całkiem mi było przyjemnie.
W warunkach domowych postanowiłam pokolorować dość gęsty ornament. Rozłożyłam się z utensyliami przedszkolaka na tarasie i zerkając w przestrzeń zaczęłam kolorować… Nie wiem w jaki sposób te kolorowanki mają odstresować. Serio. Samo kolorowanie jest przyjemne i, co ciekawe, można równocześnie skupić się na rozmowie, więc nie wyłączasz się kompletnie – jest to raczej miła przeszkadzajka. Ale terapia antystresowa? Poważnie?
Co przy kolorowaniu mnie denerwowało? Komentarze: „Chodź na chwilę”, „spójrz tutaj”, „że też Ci się chce, mnie by się nie chciało”, „ile ty masz lat” itp.; kiedy błękitny brokatowy żelopis nagle przestał pisać, a był mi tak potrzebny!; kiedy musiałam natychmiast wstać od stołu, a zostało mi już tak niewiele, żeby skończyć; kiedy zorientowałam się, że powinnam użyć zielonego zamiast żółtego i będę musiała przemalowywać, co zepsuje efekt końcowy kiedy zdrętwiała mi ręka od trzymania mazaka (wszystko przez te komputery!).
Dlatego też nie nazwałabym kolorowania terapią antystresową, co najwyżej ćwiczącą cierpliwość. Ale muszę przyznać, że jak już się skończy (po prawie dwóch dniach!), to obrazek taki śliczny!
duma!

3. Planowanie Wakacji

W ciągu tygodnia nie mam na to ani czasu, ani ochoty. Tym razem, na ocienionej ławce nad rzeką przeczytałam lwią część przewodnika i wynotowałam sobie pozycje „Koniecznie do Zobaczenia!”. Zrobiłam też listę rzeczy do spakowania…w praktyce będę musiała spakować cały dom. Super…po prostu świetnie.

 

4. Pieczenie
Pieczenie i gotowanie mnie relaksuje, ale tylko gdy mi nikt nie przeszkadza. Odpalam wtedy muzyczkę lub mało zajmujący serial bądź film i pichcę. Tym razem upiekłam tartę z rabarbarem i truskawkami (kwintesencja lata!). Nieskromnie mówiąc była fantastyczna i została pochłonięta w jeden dzień.

 

 

 

5. Czytanie
W plenerze najlepiej sprawdzają się krótkie formy – jest tyle rzeczy, które odciągają uwagę: a to ptak przeleci, a to komar ugryzie, a to drzewo zaszumi – no wprost nie można się skupić. Dlatego przeważnie wybieram kolorowe gazetki albo reportaże. Obecnie na tapecie mam II tom antologii polskiego reportażu. Zaleta – kiedy skończysz możesz położyć na trawie i będzie służyć za stolik względnie zgrabny taborecik, bo książka jest rozmiarów encyklopedi.
6. Hamakowanie
Zamontowany przez Tatę i A. hamak stał się moją oazą. Po pierwsze śliczny. Po drugie delikatne kołysanie w cieniu śliwy sprawiło mi ogromną przyjemność. Do kołysania dodajcie jeszcze lekki wiaterek, świergot ptaków i koncert świerszczy… Jest pięknie!

 

no kto jak kto, ale Brazylijczycy na sieście i hamakach się znają ;)

 

Sześć punktów = 100% relaksu i akumulatory naładowane na najbliższe pięć dni.A Wy jakie macie sposoby na szybki reset i regenerację?

Udanego tygodnia Kochane!
Buziaki :*
______________________________________________
I’ve been caught by an apathy lately. And fatigue. I started to suffer from lack of vacation. Last year I was able to leave for just five days and one of which was wasted for The Most Boring Trip Ever to Bilbao… Fortunately my summer vacations are coming…Each single weekend I’m trying to find the best way to relax. Last weekend I achieved the goal! When I came back to Warsaw I didn’t feel disgusted at the sight of: dust, city dirt and bearded hipsters. Fair enough!
How I managed to do that? I prepared myself and planned (come on…) relaxing activities. Below you can find my
reset-plan:
1. Preparation of the MerCarrie’s Beach Favs playlist on Spotify
Since I don’t have a TV (no MTV, no VH1, no nothing) I have no idea what the smash hits are. I discover new music only by Majestic FB account or by digging in Spotify sources. If I like a track (from the very first bit) I just add it to one of my playlists – I simply l.o.v.e. Spotify – it’s so simple to have all favorite songs in one place (no freakin’ iTunes, which I really, really HATE).
2. Coloring
I read a lot about a revolutionary anti-stress therapy: coloring. I thought why not and bought a coloring – book, some felt-tip pens and gel-pens with brocade (!!). I started in a train and I found coloring quite pleasant. But at home, with much more complicated pattern…they call it an anti-stress therapy? Seriously?
What made me irritated? Comments like: “come here for a minute”, “look here”, “wow, I wouldn’t do that – it’s so boring”, “so how old are you?” grrrrrr When my blue brocade gel-pen broke – I needed it so much!
When I was called to go somewhere and already had so little to finish When I found out I should’ve use green instead of yellow When my hand went numbed because of holding a pen (these computers!)…
This is why I don’t think coloring is an anti-stress therapy. Learning-patience therapy…maybe. But when after two days you (finely) finish – your illustration looks soooo cute!
3. Holidays Planning
During weekdays I don’t have much time for this. But last weekend, sitting on the bench on the riverside I read a few chapters of a guide and even listed a few “Must Sees”. I also made a packing check list…I will have to take a whole home with me! Great…just great.
4. Baking
Baking and cooking relax me very well – I’m quite good at it and I like composing flavors. Last weekend I baked a tart with rhubarb and strawberries and it was delicious. My family ate the whole tart in one day!
5. Reading
On the green-field I always read some short things like articles or reportages. They are the best because when you are outside it’s very difficult to concentrate (oh – the bird!, oh – a mosquito!, oh!…).
6. Swinging In a Hammock
There is no need to advertise this way of chillin’….
As you can see: six points equals 100% of relax. And what are your tips for recharging?

Have a good week!

Bisous :*

You May Also Like

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *