Minimalizm w modzie, designie i wystroju wnętrz bije od kilku lat rekordy popularności. Trend ten (bo tylko na trendzie chciałabym się skupić, nie na stylu życia ogólnie) jest absolutnie naturalny. Po okresie przesytu wszystkim: szybką modą i szybkim wzornictwem w naszych domach i szafach zapanował chaos. Chaos, który nas męczy i utrudnia codzienną egzystencę.

Nie bez znaczenia jest także kryzys. Do wielu osób dotarło, że żyją ponad stan i mają problemy z regulowaniem bieżących zobowiązań. Nie mają także żadnych oszczędności, które pozwoliłyby przetrwać trudniejszy okres.

Lekarstwo na powyższe problemy wydaje się zatem oczywiste. Należy ograniczyć konsumpcję i ilość posiadanych przedmiotów.
Skoro ograniczamy konsumpcję, czyli nie kupujemy nowych ciuchów na potęgę, musimy tak zorganizować zawartość garderoby, aby praktycznie wszystko do siebie pasowało. Ale jak to zrobić? Z pomocą spieszą magazyny i blogerki, lansując model szafy kapsułowej.
Pomysł ten nie jest szczególnie nowy, bowiem sięga lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Obecnie jednak Capsule Wardrobe to rodzaj międzynarodowego kultu zdobywający coraz większe rzesze wyznawców.

Jako że idea szafy zawierającej jedynie od kilkunastu do kilkudziesięciu elementów jest bardzo kusząca, postanowiłam przeprowadzić eksperyment „Trzy Tygodnie z szafą kapsułową”. Dlaczego trzy tygodnie? Dokładnie tyle czasu miałam spędzić w Brukseli – bez dostępu do mojej warszawskiej szafy pełnej cekinów, koralików, tiulu i kolorowych bluz.

Wybierając ubrania posłużyłam się złotymi zasadami sugerowanymi we wszystkich przeczytanych przeze mnie wcześniej książkach czy blogowych wpisach.:

  1. Jak chcę wyglądać? (Bosko!)
  2. Które ubrania lubię najbardziej? (Tenisówki, sportowe odniesienia, klasykę z „twistem” i printy. Lubię też spektakularne ubrania, które mówią „Hej cześć, tu jestem i tak, wyglądam świetnie!” – zaliczam do nich tiul i cekiny.)
  3. W czym najlepiej wyglądam? (Fasony: dłuższy rękaw – ramiączka bardzo rzadko, długość do kolan, wąskie i proste spodnie, lekki oversize. Kolory: szarość, czerń, pudrowy róż i granat.)

Poniżej przedstawiam brukselską szafę kapsułową, czyli elementy radośnie spakowane bez większego trudu do bagażu podręcznego: 

  • Podarte boyfriendy
  • Czarne joggersy
  • Czarne bermudy
  • Czarna spódnica maksi, którą znacie z Paryża
  • Bluza w paski (świętej pamięci, bo mi zafarbowała na różowo)
  • Bluza blue leaf
  • Przeciwdeszczowa granatowa parka
  • Długa kamizelka, którą nosiłam w Rzymie
  • Granatowy kombinezon
  • Koronkowa bluzka
  • Koszula oversize w miedziane, błyszczące paski
  • Niebieska koszula
  • Koszulki: pudrowy róż, biała, czarna, szara, w paski, w panterkę (także świętej pamięci – była w praniu z bluzą w paski)
  • Brokatowe tenisówki
  • Brokatowe espadryle
  • Brązowe, zamszowe baleriny
  • Skórzany plecak
  • Torba na łańcuszku
  • Mini worek
  • Kapelusz
  • Dwie pary okularów przeciwsłonecznych
  • Trochę biżuterii (najmniej potrzebnej, jak się potem okazało)

Jak widzicie na powyższej liście nie znajdziecie ani cekinów, ani tiulu. Celowo ich nie spakowałam. Po pierwsze nie planowałam imprez wymagających szczególnej oprawy. Po drugie, chciałam sprawdzić czy i jak bardzo będzie mi ich brakować.

MerCarrie Szafa Kapsułowa – czy to się może udać? MerCarrie Szafa Kapsułowa – czy to się może udać? MerCarrie Szafa Kapsułowa – czy to się może udać?

Eksperyment był zabawny, ale niestety do czasu.

Przez pierwszy tydzień czułam ulgę, że czego nie założę świetnie do siebie pasuje, jest wygodne i ładnie wygląda.

W drugim tygodniu po prostu nie zastanawiałam się w co mam się ubrać.

W trzecim tygodniu robiło mi się niedobrze na widok moich ubrań i szukałam urozmaicenia (znalazłam je kupując srebrne baleriny w Zarze online…).
Nudziłam się koszmarnie!
Owszem, wyglądałam dobrze, nie byłam przestylizowana. Brokatowe buty sprawiały, że każda stylizacja stawała się lekka. Torebka na łańcuszku dodawała elegancji, a granatowa parka podbijała kolor moich oczu i była niezastąpiona podczas belgijskiego lata (czasem słońce, głównie deszcz). Ale ja czułam się, jakby ktoś włożył mnie do ciasnego pudełka i nie pozwalał wyjść. Po powrocie do Warszawy otworzyłam szafę i gładząc wiszące w niej ubrania powiedziałam „Cześć. Tęskniłam.” Bo tak właśnie było.

MerCarrie Szafa Kapsułowa – czy to się może udać? MerCarrie Szafa Kapsułowa – czy to się może udać? MerCarrie Szafa Kapsułowa – czy to się może udać?

Jakich ubrań najbardziej mi brakowało? Dżinsowej koszuli, białych koszul (wszystkich, bo każda jest inna!), sukienki w dżunglę, tiulówki z Zary, granatowej bluzy bomber, czarnych dżinsowych rurek, naszyjników, srebrnej plisowanej spódnicy, szarego kardiganu, białych rurek, cekinowej kremowej spódniczki, cekinowego czarnego żakietu, cekinowej bomberki i oksfordów.

Bez jakich ubrań nie mogę się obyć? Bez bluzy w paski (nie wiem, gdzie teraz taką kupię! Te, które są obecnie dostępne w sklepach są po prostu brzydkie), błękitnej koszuli i czarnych joggersów.

Jak oceniam ten krótki eksperyment z szafą kapsułową? Nie najlepiej, bo się nudziłam. Być może niepotrzebnie starając się tłumić własną osobowość i styl źle dobrałam garderobę. W konsekwencji przekonałam się, że nie lubię ograniczeń i muszę mieć wybór. Nidy bowiem nie wiem, kiedy najdzie mnie ochota na małe szaleństwo. Ale przekonałam się także, że mam dobrze skompletowane elementy bazowe, które pozwalają na stworzenie wielu przyzwoitych zestawów. I muszę przyznać, że daje to poczucie bezpieczeństwa.

MerCarrie Szafa Kapsułowa – czy to się może udać? MerCarrie Szafa Kapsułowa – czy to się może udać?

Czy planuję większe zmiany w swojej szafie? Tak. Postanowiłam dokonać solidnego przeglądu mojej garderoby (drobnych przeglądów dokonuję na bieżąco, ale tym razem chcę zabrać się do tego nieco inaczej) i w konsekwencji wybrać te elementy, które lubię najbardziej i które sprawiają mi najwięcej radości. Nie zamierzam ograniczać się na przykład do tylko 33 sztuk ubrań (jak w ultra modnym projekcie 333) – będzie ich zapewne więcej. Nie zamierzam stawiać wyłącznie na bazę i klasyczne elementy, bo na pewno bym zwariowała i wpadła w szał kompulsywnych zakupów, a tego wolę uniknąć. O efektach na pewno Was poinformuję!

Próbowałyście kiedyś stworzyć swoją szafę kapsułową? Jestem bardzo ciekawa Waszych refleksji na ten temat.
Bisous :*

You May Also Like

8 comments

Reply

A mi się ta idea kapsułowej szafy bardzo podoba. Podoba mi się głównie wizja posiadania ubrań tylko najlepszej jakości, wzajemnie do siebie pasujących, które pozwolą mi tworzyć zestawy na dowolne okazje. Jeśli chodzi o liczbę ubrań w szafie to nie jest to dla mnie ani motywacja, ani inspiracja… szafa ma być spójna i tyle. Wszystko zależy od stylu życia jaki się prowadzi… W odróżnieniu od Ciebie to ja lubię tą prostotę w wyglądzie i raczej unikam wszystkiego co się świeci :) Mój plan zakłada reorganizację szafy rozłożoną w czasie… czyli na podstawie obserwacji w dłuższym okresie pozbywam się tego czego już nie noszę, a nowe rzeczy kupuję tylko wtedy kiedy znajdę to co spełnia moje oczekiwania w 100 %. Jestem ciekawa po jakim czasie uda mi się tą „garderobianą” harmonię osiągnąć…. Pozdrawiam!

Reply

Moim „problemem” jest słabość do ciuchów, obok których nie potrafię przejść obojętnie. Tak się do nich przyzwyczaiłam, że kiedy wybieram z założenia proste zestawy, muszę dodać „coś”… Nienoszonych ciuchów pozbywam się regularnie i jestem wobec nich bezwzględna (chociaż tyle ;) )
Trzymam kciuki za Twoje garderobiane rewolucje!

Buziaki

Reply

Ostatnio przeczytałam parę książek właśnie o kapsułowych szafach i minimalizmie w ubieraniu się. Głównie chodziło o Francuzki – przedstawiano je jako chodzące ideały, które w swoich szafach nie miały nic niepotrzebnego, a jednocześnie wszystko potrzebne. Ich zakres ubraniowy wydaje mi się jednak dla mnie za mały. Ja osobiście nie mam po prostu jednego stylu ubierania się i lubię nakładać wszystko po trochu. Są oczywiście rzeczy, których nigdy bym nie nałożyła (od dziecka mam obrzydzenie do wszelkiego rodzaju golfów), lecz lubię wypróbowywać nowe style i eksperymentować ze swoją szafą.

MoccaMonica blog

Reply

Otóż to! Mam wrażenie, że ograniczając się za bardzo przestajemy eksperymentować i poznawać same siebie. A że czasem popełnimy błąd…? Bedziemy miały z czego śmiać się po latach!

:*

Reply

hej , bardzo ciekawy eksperyment. Ja tez swego czasu postanowilam stworzyc zestawy I tylko te wybrane zostawic w mojej szafie. Szafe kaspulowa prowadze nadale jednak tylko z ubraniami do pracy. Tych na wyjcia I tych ‚luzackich’ juz nie potrafie tak poskromic:)
buzka siwetny teskt

Reply

Dziękuję!
Buziaki

Reply

Bardzo jestem ciekawa, jak to wyglądało w zestawach, srebrne baletki brzmią świetnie!
Ja przyznam, że moja szafa ostatnimi czasy zrobiła się mocno „kapsułowa”. Po ciążach pozbyłam się większości ciuchów. Trochę zmieniła mi się figura, część rzeczy się zwyczajnie zeszmaciła, a część poszła na długie wakacje na strych do rodziców (może do nich wrócę). I teraz uzupełniam garderobę bardzo powoli, chcę stawiać na naprawdę dobrą jakość, ale ta często wiąże się z nie moim stylem zupełnie;)

PS. Zaintrygowały mnie te Twoje tiule i cekiny, idę poodkrywać Twojego bloga, zapowiada się ciekawie!

Reply

Niestety nie robiłam zdjęć codziennych zestawów…
Trzymam kciuki za odbudowywanie garderoby – to powolny proces i dość nieznośny, zwłaszcza, że kiedy potrzebujemy czegoś konkretnego (jak na przykład idealna bluza w paski) – nie można tego NIGDZIE kupić ;)

:*

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *