Dziś tekst, który przez cały rok nie stracił na aktualności….Niestety.

Nadchodzi czerwiec, a za nim truchcikiem nadbiegają wakacje. Nagle czas, który był na wyrzeźbienie idealnej sylwetki skurczył się skandalicznie, co dobitnie potwierdzają kobiece magazyny. Biją po oczach olśniewającymi, opalonymi dziewczynami w skąpych kostiumach. Wertując kolejne gazety i przekładając kartki w kalendarzu wpadłam w panikę. Dotarło do mnie, że na jachcie, wbrew ambitnym założeniom ze stycznia, nie będę wyglądać, jak księżniczka Charlotte, a raczej jak zapuszczony rybak (bez brody i owłosionych kończyn, ale za to z piwnym brzuszkiem).

Z niechęcią popatrzyłam na moje śliczne komplety bikini: jeden w marynarskie (!!!) paski, a drugi w urocze kwiatuszki. Są przepiękne, ale po raz pierwszy od kilku lat nie czułabym się w nich pewnie.

I wtedy mnie olśniło. Przecież mogę kupić po prostu kostium jednoczęściowy! Taki, który ukryje brzuch, ale wyeksponuje biust. W sumie po co opalać brzuch, skoro i tak nigdy go nie pokazuję! Pomysł jest genialny w swojej prostocie. Że też wcześniej na niego nie wpadłam!

Rzuciłam się do komputera przeglądać oferty sklepów.
Nie miałam wygórowanych wymagań. Jako że planuję nosić kostium jak bluzkę, czyli do szortów, spódniczek i boardshortów, a zatem do wielu ubrań, musi pasować do wszystkiego. Czyli powinien być gładki, czarny lub granatowy (gładki i granatowy…hahaha, marzenie ściętej głowy!). Poza tym musi mieć wbudowany stanik typu bardotka, abym po opalaniu nie zaczęła przypominać tak lubianych przeze mnie marynarskich koszulek. Stanik musi oczywiście dobrze trzymać, modelować i pięknie eksponować biust. Łatwizna!

Z każdą kolejną minutą spędzoną w sklepach internetowych moja mina rzedła. Znakomita większość kostiumów jednoczęściowych była wściekle pstrokata, we wzorki, kropki, kwiatki. Miewały także wycięcia w różnych dziwnych miejscach (nie rozumiem idei monokini, w takim kostiumie można tylko stać lub leżeć. Jeśli się nie daj Boże usiądzie, natychmiast zaczyna się marszczyć, odstawać i wyglądać co najmniej dziwnie). A jeśli znajdowałam gładkie, to przeważnie nie miały odpinanych ramiączek.

Zapoznałam się z ofertą zalando, Top Shopu, Reserved, Triumpha, Calzedoni. Nawet Zary. Nic. W końcu, w akcie desperacji weszłam na stronę Oysho. Przeważnie omijam ten sklep szerokim łukiem, bo żadne biustonosze na mnie nie pasują (świetny pomysł, żeby kończyć rozmiarówkę na miseczce C). I pojawił się ON. Czarny, z ładnym stanikiem, pliskami, odpinanymi ramiączkami. Piękny.

Popędziłam do sklepu (nie będę przecież kupować kostiumu przez internet! Nie z moim biustem i tyłkiem!). Do przymierzalni wzięłam niemal pełną rozmiarówkę: M (jako pobożne życzenie), L i XL (z trwogą i niechęcią). I wtedy zaczął się koszmar.

Czy możecie mi wytłumaczyć, dlaczego w przymierzalniach sklepów z bielizną jest halogenowe, zimne oświetlenie z góry? Takie, które podkreśla bladość skóry i sprawia, że wszelkie niedoskonałości zaczynają być dużo bardziej widoczne? Serio. Patrzyłam na swoje odbicie w osłupieniu. Skóra na udach wyglądała, jakby była pokryta kraterami…Przytyłam. Owszem. Ale nie aż TAK! Próbowałam się ustawić pod innym kątem, ale nic to nie dało. Tylko wyeksponowało cienie pod oczami. Aha, lustro wyszczuplające nie mogło w takich okolicznościach pomóc.

Dochodząc do wniosku, że wyglądam jak waleń, wzięłam XL. Kiedy kostium okazał się za duży, po moich policzkach spłynęły najprawdziwsze łzy szczęścia i wzruszenia. Nie jest ze mną aż tak źle! Hurra! L-ka pasowała jak ulał. M-ką postanowiłam na wszelki wypadek nie psuć sobie humoru oraz i tak już nieco nadszarpniętego fatalnym oświetleniem ego…

Po powrocie do domu sięgnęłam do kobiecych magazynów w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: jak dobrze wyglądać w sklepowej przymierzalni. Oczywiście nie znalazłam.

Dowiedziałam się za to, że mając mały biust należy nosić falbanki, krótkie nogi – głęboko wycięte majtki, a żeby ukryć brzuszek należy zakładać majtki z wysokim stanem. To ostatnie akurat jest kompletną bzdurą. Przerabiałam kostium z wysokimi majtkami – gumka doskonale przekrawała mnie na pół, dzięki czemu wglądałam jak sklepowa szynka w siatce….Sam szyk i styl. I nie, nie wyglądałam smakowicie. Potem szybko przerzuciłam się na klasyczne bikini i nigdy nie żałowałam wyboru.

Redaktorki babskich pism tak bardzo skupiają się na sprzedawaniu nam coraz to nowszych i modniejszych kostiumów, że zapominają o kwestii najważniejszej.: Jak podczas przymiarki nie popaść w głęboką depresję!

Zastanowiłam się nad tym i mam kilka złotych rad:

  • Na kilka dni przed planowanymi zakupami zastosujcie samoopalacz na nogi, nie będą trupio blade (jeśli wizyta w sklepie jest spontaniczna – nic na to nie poradzę, same jesteście sobie winne. Ostrzegałam.)
  • Umalujcie się, a przynajmniej podkreślcie usta jakąś fajną, mocną szminką. Twarz od razu inaczej zacznie wyglądać.
  • Uczeszcie się porządnie. Nic tak nie poprawia wyglądu jak dobra fryzura!
  • Przećwiczcie wcześniej przed lustrem kilka póz, które przybierzecie zaraz po założeniu kostiumu. Jeśli zobaczcie w lustrze Aniołka Victoria’s Secret (nawet takiego z lekką nadwagą) od razu przychylniej spojrzycie na siebie, swoje ciało i kostium.
  • Uśmiechajcie się!
  • I pamiętajcie, że już za parę chwil macie zostać Beach Babes!

To na razie tyle. Zostawiam Was z tematem, a sama idę robić brzuszki. Mimo wszystko postanowiłam się nie poddawać. Choć szczerze mówiąc wolałabym po prostu zjeść porcję lodów o smaku solonego karmelu oglądając po raz milionowy Seks w Wielkim Mieście.

Bisous :*

You May Also Like

26 comments

Reply

Dobry tekst. Pozdrawiam.

Reply

Dzięki :*

Reply

Zauważyłam Cię jako komentatorkę na blogu u Kasi Tusk i pomyślałam „w końcu ktoś, kto wnosi swoim wpisem więcej niż tylko ‚Cudnie wyglądasz, uwielbiam Twojego bloga, kiss, luv, hug’ „. Zaryzkowałabym nawet stwierdzenie, że Twoje komentarze są merytorycznie bogatsze niż wpisy dziewczyn, ale niech będzie, że to dlatego, że dziś w Anglii pada (jak w Brukseli?) i dlatego jestem taka paskuda wobec MLE.
W każdym razie, cieszę się, że tu trafiłam i będę wracać. I ładne bikini tak swoją drogą :*
Bisous,
Ania

Reply

Dziękuję za super miłe słowa!
W Brukseli było słonecznie przez CAŁE DWIE GODZINY! Istne szaleństwo ^_^ Przed chwilą zaczęło lać :/

Pozdrawiam Cię serdecznie i duuużo słońca życzę!

Bisous :*

Reply

Rzeczywiście dobry teskt, dowcipnie, lekko, i coś wnosi A! Ja też trafiłam tu z bloga K T ?

Reply

Cieszę się, że Ci się spodobał!
Miłego wieczoru :*

Reply

Chyba trochę przesadzasz, czy to celowe?

Nigdy w żadnej przymierzalni nie spotkałam się z innym niż fatalnym oświetleniem podkreślającym wszystkie niedoskonałości mojej skóry i figury. Nie mam pojęcia dlaczego nikt na to jeszcze nie wpadł aby to oświetlenie zmienić, bo czort jeden wie ile osób zrezygnowało z zakupu tylko dlatego, bo źle się wygląda tak ogólnie. Ja zazwyczaj skupiam uwagę jedynie na ubraniu które przymierzam tzn. patrzę czy dobrze na mnie leży, czy nie za duże, nie za małe, czy wygodnie się w nim czuję. Na resztę staram się nie patrzyć, bo widzę wory pod oczami, zmarszczki, które w normalnym świetle będą widoczne za 10 lub więcej lat i cellulit, którego nie mam ;)

Reply

Otóż to! Ale kiedy mierzysz kieckę, łatwiej jest nie skupiać się na tzw. „mankamentach”. Natomiast mierząc kostium…albo bieliznę (zwłaszcza taką którą kupujesz nie tylko po to by sprawić przyjemność wyłącznie sobie) minimum pewności siebie jest niezbędne. W przeciwnym razie można opuścić przymierzalnię z płaczem i w akcie histerii odwołać randkę ;)

Co do przesadzania – i tak i nie. Wierz mi, każda z opisanych myśli przemknęła mi przez głowę. Na co dzień lubię siebie i swoje ciało :)

Buziaki!

Reply

O matko rozbawiłaś mnie tym zapuszczonym rybakiem ;DD
Tak! To prawda, że idąc do przymierzali człowiek makabrycznie się dołuje i we wszystkim wygląda tak jakby nie istniało ładne ubranie na jego figurę… No, ale najistotniejszy jest w tym wszystkim dystans do własnego ciała ;)

Reply

Dystans odbicia w lustrze. Siebie mamy kochać miłością pierwszą, czystą i bezwarunkową (prawie bezwarunkową – boczków kochać nie musimy) ;)
Dziękuję za miły komentarz!

Miłego wieczoru :*

Reply

Ha! Jestem właśnie po przymierce kilku kostiumów w kilku przymierzalniach! Wiem dokładnie o czym piszesz! Piję właśnie drugą lampkę wina, bo jestem stara, gruba i paskudna…. i zamiast kosiumu kąpielowego będę nosić na plaży kostium płetwonurka!

Reply

Burkini to nowe bikini ;)

I pamiętaj, TY jesteś piękna! To lustra są krzywe i brzydkie :D
:*

Reply

Z nerwów pozjadało mi literkę „t” w wyrazie kostium :)

Reply

Też trafiłam tu przez przypadek i naprawdę fajnie się stało :) Lekkie i zabawne te twoje teksty, a przy tym często trafne i ciekawe, dlatego bardzo chętnie będę zaglądać przy okazji kolejnych wpisów… Jeśli chodzi o przymierzalnie to nic dodać nic ująć… na świadome zakupy oprócz dokładnej listy rzeczy, których szukamy, należy też przygotować odpowiednio siebie żeby po przejrzeniu się w lustrze dobre samopoczucie nas nie opuściło…:)
Pozdrawiam!

Reply

Przed wejściem do przymierzalni powinni serwować kieliszek szampana – od razu sprzedaż by wzrosła! hmmm w ekskluzywnych butikach wiedzą, co robią ;)

Dzięki za miłe słowa! To dla mnie bardzo ważne :)
:*

Reply

Swietny tekst ubawilas mnie do lez. Zobaczylam tez od razu siebie w przymierzalni i jedna mysl w glowie przeciez jak tak nie wygladam ?
Pozdrowionka bede zagladac czesciej ?

Reply

Dziękuję i naturalnie zapraszam!
Buziaki :*

Reply

Ale się usmiałam z Twoich trafnych dygresji. Jesteś nisamowita – tyle dystansu do siebie już dawno u nikogo nie widziałam :)
Masz rację – z lustrami w przymierzalniach jest tak, że albo wyglądasz jak milion dolarów (wersja z wyszczuplającymi lustrami), albo właśnie tak, jak to opisałaś w poście – ze wszelkimi mankamentami, o których nawet nie miałysmy pojęcia wychodząc z domu.

Dla mnie największą mordęgą jest zakup długich spodni – przekleństwom i wzdychaniom ni ema końca. Na szczęście na kilka najbliższych miesięcy mam spokój, bo teraz już tylko sukienek nie zrzucam z siebie :)

Pozdrawiam Cię serdecznie i powodzenia zyczę! :)

Reply

Dżinsy…nienawidzę ich kupować z całego serca :D Podczas przymiarek nagle przypominam sobie wszystkie niecenzuralne słowa zasłyszane w całym moim życiu ;)

Buziaki :*

Reply

Ja aż boję się momentu przymierzania kostiumu… ostatnio miałam kryzys w przymierzalni. Mianowicie polowałam na plisowaną spódnicę maxi. W jednym ze sklepów była! Idealna i ostatnia i to mój rozmiar! Sprzed ciąży, ale przecież bardzo nie przytyłam dlatego wzięłam ją do przymierzalni i… nie przeszła przez uda:/ a teraz patrzę na katalog z hm i z jednej drogerii i gapią się na mnie opalone i szczupłe modelki. A ja, no cóż:/ czuję się trochę jak blada orka. Nie wiem, czy dam radę z kostiumem, na płacz się zbiera…

Reply

Monika, przecież bobas Cię usprawiedliwia!
Mało tego, to jedyny czas, kiedy bezkarnie możesz popisywać się dużym brzuchem i wzbudzisz wyłącznie rozczulenie („oooooochhh” zamiast „uuuch”) :)
A te modelki gapią się na nas wszystkie, w ten sam sposób: wyzywający i zuchwały, bo wiedzą, że są nadludźmi z usługą photoshopa w gratisie.

Zobaczysz, za chwilę wrócisz do swojej wagi, a na razie poszukaj jednoczęściowego kostiumu (lub majtek od bikini) i ładnej plażowej kiecki. Nikt nie mówi, że trzeba od razu całe ciało na plaży pokazywać!
:*

Reply

Usmialam sie serdecznie:)
3 lata temu przytylam nagle 7-78kilo- niedoczynnosc tarczycy. Wiedzialam, ze nie schudne w ciagu 3 miesiecy i nie bede ,,beach ready”. Zaczelam wiec rozgladac sie za kostiumem jednoczesciowym. Znalazlam takie cudo na Asosie. Marki Lepel, jedniczesciowy i gladki- grafit, z wymodelowanymi i lekko usztywnionymi miseczkami, odpinanymi ramiaczkami i troczkami nad nogawkami- mozliwosc dodatkowego optycznego wysmuklenia i wydluzenia nog. Jescze jedno, kostium ma wszyta od wewn. strony siateczke, majaca za zadanie modelowanie brzuszka:)
Wklejam link do podobnego kostiumu, moj ma jescze troczki po bokach , ten niestety nie. Nie wiem tez czy ma ta siatke na brzuchu.
http://underworldunderwear.co.uk/shop/brands/lepel-chica-spot-underwired-padded-cup-navy-swimsuit-32-34-36-38-b-g/
Ten ma troczki, ale nie ma bardotki:
http://underworldunderwear.co.uk/shop/brands/lepel-capri-navy-blue-swimsuit-sizes-8-10-12-14/

Wiadomo, ze powinnysmy kochac nasze cialo, jakie by ono nie bylo. Ale…Dobry kostium nie zaszkodzi przeciez. Pozdrawiam ze slonecznej Danii( dzisiaj)

Reply

uuuu ten granatowy bardzo ładny jest!

Kochać ciało oczywiście! Balsamować, gładzić, masować, opalać (bezpiecznie!), nabłyszczać i ubierać. Ubierać w rzeczy, które nas upiększą, a nie podkreślą wszystkie mankamenty.
W ogóle jednoczęściowe kostiumy zaczęły mi się bardzo podobać. Mam wrażenie, że mają większą klasę niż bikini…ale jednocześnie bikini jest takie cool :)

Buziaki

Reply

jednoczesciowy, oczywiscie…

Reply

A może dałabyś się namówić na tekst o wyborze letniej sukienki koktajlowej? Temat chyba da Ci pole do popisu a ja w obliczu rozpaczy po godzinach straconych na poszukiwaniach baaardzo chętnie przeczytam Twoje rady :*

Reply

:)
fajny pomysł :*

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *