Olga Wacławek, urodzona przeszło trzydzieści lat temu w Warszawie, pomieszkująca w Brukseli, wiecznie marząca o Paryżu. Od kilku lat spędzam życie na walizkach i nie mogę pojąć, dlaczego na pokładach samolotów nie witają mnie kieliszkiem prosecco i bukietem różowych peonii – już się powinni nauczyć!

Od dziecka uważałam, że jestem stworzona do rzeczy wielkich, więc planowałam zostać baletnicą (choć nie uczęszczałam na lekcje baletu i zawsze przypominałam raczej trzmiela niż motylka), aktorką (!!), piosenkarką (!!!) lub prokuratorem – nigdy modelką (to chyba resztki zdrowego rozsądku). Zamiłowanie do prawa zostało, karnistyczne zacięcie również. Otulona miłością mojego cudownego Męża, Rodziny i kochanych Przyjaciół realizuję swoje cele i spełniam marzenia.

Na co dzień najchętniej ubierałabym się w tiul, cekiny, błyszczące tenisówki i kreacje Oscara de La Renty, ale chodzę w czarnej todze. Jest to dla mnie wyrzeczenie, bo jak wszyscy wiemy togi pogrubiają.

Lubię: bąbelki, sukienki z piórami, długie śniadania, kąpiele w gorącej wodzie, morze, słońce, a ponadto: oglądać ilustracje, rysować, zaczynać dzień od kawy i siedzieć w kawiarnianianym ogródku przyglądając się przechodniom. Nie lubię: wysokości, obcasów „kaczuszka”, adidasów na koturnie, a także: chodzić po górach, latać samolotem i jeździć szybko samochodem.

Na blogu pokazuję, jak osiągnąć złoty środek między wiecznie różowym stanem umysłu i podskakiwaniem na wyimaginowanej chmurze waty cukrowej a koniecznością twardego stąpania po ziemi wymaganą przez mój zawód.

MerCarrie to ja. MerCarrie to moje życie i mój styl.