W ciągu minionego roku Europa oszalała na punkcie Marrakeszu. Różowe miasto stało się po Paryżu, Nowym Jorku, Mediolanie czy Rzymie kolejnym punktem obowiązkowym wszystkich miłośników mody.

Parę miesięcy temu bowiem Fundacja Pierre Bergé – Yves Saint Laurent otworzyła drugie, obok paryskiego, Muzem YSL. Zara czy rodzime 303 Avenue stworzyły kolekcje zainspirowane Marrakeszem (choć w takich strojach wychodzić na ulice Medyny nie polecam).

Jak się okazuje powyższe informacje zainspirowały mojego męża do zabrania mnie do Marrakeszu. Miał to być wyjazd niespodzianka, ale że jestem control freakiem, Adam całkiem przytomnie uznał, że może powinnam o niespodziance wiedzieć. I mogłam albo zdać się na niego całkowicie (hahaha), albo odpalić komputer i poszukać informacji sama.

Z pomocą oczywiście przyszedł Instagram, który wprost puchnie od różnych ujęć Marrakeszu serwowanych nam przez blogerki i influencerki. Ale to dobrze, bo dzięki temu łatwiej zaplanować podróż.

Dziś podpowiem Ci co zobaczyć w Marrakeszu, jeśli lecisz do niego na weekend.

Jeśli jesteś fanką mody, koniecznie odwiedź Muzeum Yves Saint Laurent. YSL mieszkał w Marrakeszu wiele lat, a różowe miasto odcisnęło ogromne piętno na jego twórczości. To tutaj zaczął tworzyć kolekcje, w których odszedł od czerni na rzecz innych kolorów. Uczciwie uprzedzam, że muzeum jest niewielkie. Stanowi jednak ciekawe kompendium wiedzy o projektancie, tym bardziej, że w audytorium wyświetlany jest kilkuminutowy film przybliżający sylwetkę i dorobek YSL.

 

W muzeum koniecznie zajrzyj do księgarni. Uwadze polecam pięknie wydaną książkę opowiadającą o pobycie YSL w Marrakeszu (po francusku lub po angielsku) oraz pocztówki z młodym Yves – ciacho jak rzadko.

Uwaga: w kasie biletowej muzeum kup bilet łączony: muzeum + ogrody Majorelle + muzeum Berberów. Łącznie 15 euro.

Kilka kroków od muzeum YSL znajdziesz jedno z najpiękniejszych miejsc w Marrakeszu. Ogrody Majorelle.
Skryjesz się w cieniu palm, posłuchasz ogłuszającego śpiewu ptaków, poobserwujesz walczące ze sobą żaby i przywitasz się z karpiami. Miej ze sobą lekką przekąskę i butelkę wody. Usiądź na ławce i napawaj się przyrodą.

W ogrodach jest także muzeum Berberów. Maleńkie, nic szczególnego, ale skoro jesteś na miejscu, poświęć te kilka minut na obejrzenie strojów i biżuterii. Zapragniesz zostać księżniczką pustyni.

Skoro postanowiłaś zostać księżniczką pustyni, koniecznie musisz odbyć przejażdżkę wielbłądami. Polecam Ci te organizowane przez Dunes & Desert. Chłopaki wiedzą co robią – są super sympatyczni i zabawni. Kierowca odbierze Cię bezpośrednio z riadu lub hotelu i zawiezie na „pustynię” (bardzo szumna nazwa), gdzie wraz z innymi uczestnikami stworzycie kilkuosobową karawanę.

Przejażdżka trwa około trzech godzin. Półtorej godziny łącznie samej jazdy na wielbłądach plus lekki poczęstunek w specjalnie w tym celu stworzonej oazie.

Bawiłam się cudownie i wydaje mi się, że warto na taką przygodę się zdecydować. Czułam się dużo bezpieczniej niż podczas konnej przejażdżki po gruzińskim stepie (jeśli nie znasz tej historii, koniecznie przeczytaj ten tekst).

Aha, wielbłądy wyglądają na raczej zadowolone i zadbane. Z resztą sama zobacz, jak się ładnie do zdjęcia uśmiechają!

Koszt ok 29 euro od osoby. Dunes & Desert organizuje jeszcze inne wycieczki. Zerknij, może coś Ci się spodoba.

W Marrakeszu znajdziesz wiele ogrodów. Ale w sercu Medyny, w dawnym riadzie mieści się Le Jardin Secret. Oaza spokoju, miejsce w którym zapach mięty, rozmarynu i lawendy tworzy niesamowity klimat. Po więcej zdjęć odsyłam Cię do ostatniego wpisu.

Wejście 5 euro. Ceny w miejscowej kawiarni bardzo przystępne.


Moim zdaniem warto odwiedzić jeszcze dwa miejsca: grobowce Saadytów oraz Pałac Bahia. Leżą niedaleko siebie, dlatego proponuję je odwiedzić tego samego dnia.

Grobowce są dość interesującym miejscem. Głównie dlatego, że przez setki lat niszczały otoczone grubym murem, aż pewnego dnia jacyś lecący nad miastem Francuzi, wyjrzeli przez okno i powiedzieli „Oh là là! C’est quoi ça?”, czyli w (bardzo) wolnym tłumaczeniu „Patrz Stary, jaki czad!”.

A dlaczego rzuciły im się w oczy, to już sama musisz sprawdzić.

Kilkaset metrów dalej najdziesz Pałac de la Bahia. Znów ogromny ogród (już nie zrobi na Tobie wrażenia), ale przede wszystkim pałac. Jeśli miałaś okazję odwiedzić portugalską Sintrę, to podobnie poczujesz się tutaj. Ściany i posadzki wyłożone misternymi mozaikami, mniejsze ogrody na patiach, ciekawa architektura, płatki róż w fontannie…

Wstęp do każdego z miejsc 1 euro.

Marrakesz to przede wszystkim Medyna i souki. Tutaj wśród wąskich uliczek kupisz wszystko, czego dusza zapragnie. Szczególnej uwadze polecam buty. Śliczne, skórzane, ręcznie robione – ja niestety musiałam obejść się smakiem i łkałam, że nie pasują na mnie klasyczne babouche z chwostami czy sznurowane typu derby.
Kupiłam natomiast nieco ceramiki, koc i koszyk. Po koszyk, koniecznie udaj się na Marché des épices. Znajdziesz ich tam masę! Podobnie jak dywanów i przypraw.

Aha, serio trzeba się targować. Byłam w tym beznadziejna, z jednym chlubnym wyjątkiem, kiedy to prezent urodzinowy dla mojej siostry kupiłam za 30% ceny proponowanej przez handlarza (wychodząc ze stoiska z naburmuszoną miną).

Czytałam także, że ciekawe jest Muzeum Perfum, w którym możesz sama skomponować własny zapach. Niestety nie udało nam się tam dotrzeć. Bardzo żałuję.

Mam nadzieję, że tym tekstem ułatwiłam Ci organizację wyjazdu. Natomiast na pytanie czy warto odwiedzić Marrakesz odpowiem Ci następnym razem.
To będzie bardzo fajny wpis.

Bisous :*

 

You May Also Like

4 comments

Reply

Ubolewam nad tym, że w czasie naszej podróży po Maroku zabrakło nam czasu, aby dokładnie zwiedzić Marrakesz. Ta mała chwila, którą w Marrakeszu spędziliśmy sprawiła, że zakochałam się w tym mieście. Kiedyś tam wrócę:) Przepiękne zdjęcia no i odkryłam Twój blog:)Fajnie mi tutaj i zostanę na dłużej.Pozdrawiam

Reply

Marrakesz to ciekawy kierunek i powiew świeżości, zwłaszcza dla osób, które do tej pory nie wyściubiły nosa poza Europę (ja!).
Ty to obieżyświat jesteś ;)

Dziękuję za super miłe słowa!
:*

Reply

Świetna niespodzianka, nawet jeżeli w końcu oprzytomniał, żeby Ci o tym powiedzieć, to i tak się liczy :)

Reply

Myślę, że to był instynkt samozachowawczy. No bo jeśli w riadzie nie byłoby ładnych drzwi, albo basenu, albo – o zgrozo – różowego tarasu…???
Dramat! ;)))

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *