Pamiętacie, jak w podstawówce wyśmiewaliśmy się z kolegów lub koleżanek z klasy? Okularnik, kujon, maminsynek, fajtłapa, niezdara, grubas, rudzielec – takie etykietki przypinaliśmy innym, przeważnie w ślad za pozostałymi kolegami. Kiedy przezwiska były zbyt intensywne – reagowali rodzice, wychowawcy, nauczyciele. Dostawaliśmy karę, musieliśmy sobie podać rękę na zgodę i obiecać, że to się nie powtórzy. Przeważnie na tym się kończyło. Atmosfera w klasie się oczyszczała…aż do znalezienia do następnego obiektu drwin. Zachowania w podstawówce można zakwalifikować jako nieszkodliwe, choć ofiary naszych niemiłych słów na pewno zapamiętały je na bardzo długo…
Dlaczego szydziliśmy? Bo inni tak robili, bo zagłuszaliśmy brak pewności siebie i pierwsze kompleksy, no i przez chwilę czuliśmy się lepsi
Potrzeba „bycia lepszym” potęguje się z wiekiem. Lubimy mieć poczucie, że są dziedziny życia, w których nasi znajomi, przyjaciele, członkowie rodziny, całkowicie obcy ludzie nie mogą się z nami ścigać – bo po prostu nie wygrają. Wszystko jedno o jaką dziedzinę chodzi: wygląd, wykształcenie, udany związek, nietuzinkowe zainteresowania, przepis na szarlotkę doskonałą – mogłabym wymieniać bez końca. I jest to dobre i zdrowe, bo stanowi motor dla naszego rozwoju. Czasem jednak zaczynamy przekraczać granice…
Jesteśmy złośliwi i uszczypliwi. Bacznie szukamy słabych punktów u potencjalnych ofiar, by później jednym zdaniem sprawić ból. Jak wybieramy ofiary? Przeważnie naszym celem są osoby, którym czegoś zazdrościmy. Jedna lub dwie wbite szpileczki mają poprawić naszą samoocenę, dać poczucie wyższości – choć na ulotną chwilę.
Dotychczas ofiarami docinków byli nasi bliżsi lub dalsi znajomi. W ostatnich latach agresja została przeniesiona na osoby nam obce: polityków, celebrytów, czasem na osoby zupełnie nieznane. Złudna anonimowość w internecie daje internautom poczucie bezkarności. Siedząc przed ekranami swoich komputerów komentują artykuły prasowe, plotki, zdjęcia, newsy – wszystko co jest do skomentowania – nie przebierając przy tym w słowach. Przestali być złośliwi, teraz są po prostu wulgarni i chamscy.
Powiecie, że każdy może krytykować ludzi i otaczającą go rzeczywistość. Jasne, ale przy zachowaniu minimum kultury i empatii.
Podczas mojej ostatniego przeziębienia w gorączce niemrawo przeglądałam FB. Natknęłam się wówczas dwa popularne fanpage: „Chujowe mieszkania do wynajęcia” i „Fejsbukowy ekshibicjonizm”. Po ich pobieżnej lekturze byłam zniesmaczona.
„Chujowe mieszkania do wynajęcia”  – nazwa strony jest nie do przyjęcia, ale rozumiem, że stary dobry „chuj” w nazwie natychmiast poprawia statystyki. Celem strony jest dworowanie z wystawianych na wynajem lub sprzedaż mieszkań. Przedmiotem drwin są same mieszkania, jak i dotyczące ich ogłoszenia. Subskrybenci wymieniają się czasem poradami w stylu „co zrobić, gdy wynajmujący…”, „czy mieliście taką sytuację, że lokator…” itp. Idea w sumie fajna (poza nazwą), a sama strona jest dość zabawna – najwięcej rozrywki (i jest to niestety śmiech przez łzy) dostarcza lektura treści ogłoszeń – wynajmujący potrafią stawiać potencjalnym lokatorom bardzo wyśrubowane i nieoczywiste wymagania.
Niestety administratorzy strony przekraczają granice dobrego smaku i często naśmiewają się z biedy. Zastanawiam się czasem, co trzeba mieć w głowie, żeby publikować zdjęcia (zdarza się, że niewiadomego pochodzenia – nie jest bowiem podawane źródło), po których widać, że właściciele mieszkań nie mają pieniędzy. Nie chce mi się wierzyć, że ktoś ma w jednym pomieszczeniu prysznic, toaletę, kuchenkę, zlew i łóżko, bo uważa, że tak jest stylowo. Nie. Po prostu nie stać go na lepsze lokum. Bezwzględni internauci nie zostawiają zaś na mieszkaniu suchej nitki wyrażając swoje opinie w rynsztokowych słowach.
Po co? Czy jest to potrzebne dla rozwoju strony? Absolutnie nie, bo odciąga uwagę od tego, co jest naprawdę istotne – od problemu nieuczciwych wynajmujących i lokatorów oraz absurdalnych ogłoszeń.
„Fejsbukowy ekshibicjonizm” to strona skandaliczna pod każdym względem. Ideą jest robienie screenów postów wrzucanych przez użytkowników FB i publikowanie ich na fanpage w celach wyłącznie prześmiewczych.
Każdemu z nas zdarza się wrzucać bzdury na facebooka: wylewamy żal, kiedy jest nam smutno; przytaczamy anegdotki lub głupie dowcipy. A czasem po prostu czujemy potrzebę podzielenia się ze znajomymi naszymi refleksjami – niekoniecznie wyłącznie tymi najwyższych lotów. Bywa. Jeśli ktoś nie chce nas czytać, może ukryć nasze posty i mieć problem z głowy. Ale po co? Lepiej jest przecież zrobić screena i wysłać do administratorów „Fejsbukowego ekshibicjonizmu”. Niech inni mają się z czego pośmiać.
Najbardziej przerażające w tej stronie jest to, że screeny postów wysyłają znajomi autorów. Pół biedy, jeśli statusy są publiczne – skoro ich autorzy nie zachowają minimum facebookowej ostrożności, to trudno i nic się na to nie poradzi. Gorzej, że znakomita większość statusów opublikowanych na fanpage’u miała być widoczna wyłącznie dla znajomych, albo miała wręcz ustawienia prywatne. Tym samym jedna z wybranych przez użytkownika osób, którym udostępnia swoje posty, bezczelnie i po chamsku wykorzystała zaufanie, którym została obdarzona. Nie rozumiem, jak można tak postąpić. W imię czego? Może Wy wiecie, bo ja nie umiem udzielić żadnej rozsądnej odpowiedzi.
Czy jest skuteczny sposób na wyplenienie zwolenników internetowej pogardy i wrogości? Można próbować wychowywać „hejterów” konsekwentnie zgłaszając administratorom stron internetowych naruszenia, banując ich na FB i mówiąc do nich językiem miłości ;) Może kiedyś zadziała – czego Wam i sobie życzę.
Buziaki :*

You May Also Like

2 comments

Reply

Podobno obecność wulgaryzmów w mowie codziennej i ich akceptacja to początkowe stadium upadku społeczeństwa. Nic mnie tak nie denerwuje jak bluzgi w zwykłej rozmowie. Rozumiem przy emocjach, ale to też nie jest usprawiedliwienie.
Co do FB, to moim zdaniem pisanie tam czegokolwiek to prośba o wykorzystanie tego przeciwko samemu sobie. Trzeba być mocno naiwnym, żeby nie wiedzieć, czym to się może skończyć.

Reply

Mnie uderzyło, że przy ustawieniach prywatnych posty użytkowników "wyciekały".Wiesz, kiedy Twoi tak zwani znajomi robią screeny Twoich postów, wyłącznie po to, żeby zrobić z Ciebie pośmiewisko – to jest przerażające. Nie mogę zrozumieć, dlaczego takie zachowania nie są piętnowane.
Degrengolada!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *